W ostatnim czasie mnóstwo było stylizacji na blogu, dlatego dziś przychodzę z bardzo przyjemnym tematem, który wcale nie jest związany z modą. Chciałabym zrecenzować dla was książkę Niny Reichter "Ostatnia spowiedź", tom I. Przyznam szczerze, że książki czytam nałogowo, nawet częściej niż blogi. Przyjemnie było poznać styl autorki i zapoznać się z tą książką. Ale od początku.

Swoją przygodę z tą książką zaczęłam od okładki (tył), gdzie przeczytałam: "Zakochaj się w historii, którą pokochały setki ludzi". Pomyślałam - dlaczego nie i zaczęłam czytać. Zajęło mi to dokładnie dwa wieczory i znów chciałam zacząć od początku. To przepiękna opowieść o miłości, która w realnym świecie raczej nie miałaby szans, ponieważ show biznes nie pozwoliłby na taki związek. Byłam totalnie oczarowana tą historią. Pomimo wszystko ja zostaję jednak zwolenniczką Ally - głównej bohaterki żeńskiej, ponieważ dziewczyna nie podążała ślepo za trendami. To silna osobowość, która tak naprawdę potrzebuje wsparcia i zrozumienia. Książkę odkrywałam raczej od strony postępowania bohaterów w normalnym życiu, stąd moje przemyślenia. Z drugiej strony Bradin Rothfeld również zasługuje na uwagę i to nie ze względu na brązowe oczy, bo ich w książce nie widać.

Nina Reichter jest dla mnie pisarką nowego pokolenia, która świetnie potrafi operować słowem, dlatego książkę czyta się bardzo przyjemnie. Nie trzeba się trudzić i szukać w słownikach trudnych wyrazów. Książka ma być dla nas przyjemnością, a nie męczarnią i poszukiwaniem. Widać, że Nina pisze z pasją i dużą ilością humoru. Polecam tę książkę z całego serca. Czekają na was nieoczekiwane zwroty akcji, mnóstwo emocji, których na pewno nie będziecie mogli pohamować. Ta książka to nie kolejna banalna historia z nudnym i już powielanym zakończeniem. To nie idealny świat, ale życie, chociaż w dzisiejszych czasach chyba taka historia nie mogłaby mieć miejsca. A może...